Biografia

Ksiądz Florian Berlik urodził się w Łeknie – Plebankach w powiecie wągrowieckim z ojca Józefa i Matki Agnieszki z domu Kapsa 4 grudnia 1909 roku. Imię Florian otrzymał w drugim dniu Świąt Bożego Narodzenia tegoż 1909 roku na chrzcie świętym w parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łeknie.

Sakrament bierzmowania przyjął w wieku 12 lat w wągrowieckiej Farze. Ukończył Państwowe Gimnazjum Klasyczne w Wągrowcu. Powołanie, które zaczął odczuwać kierowało go bardziej w kierunku zostania zakonnikiem i misjonarzem. Wstępując do seminarium gnieźnieńskiego otrzymuje święcenia: tonsurę w październiku 1929 oraz w tym samym miesiącu ostiariat i lektorat z rąk biskupa Laubitza. Egzorcystat i akolitat po roku z rąk kard. Hlonda w Poznaniu, również subdiakonat 12 czerwca1932 roku z rąk kard. Hlonda.

W kwietniu 1932 roku zgłasza się jako kandydat do mającego powstać nowego Zgromadzenia „Towarzystwa Chrystusowego”. „Sam fakt wstąpienia do Towarzystwa w momencie, gdy stał w Seminarium Diecezjalnym przed kapłaństwem, świadczy o wielkim zaufaniu do Opatrzności Bożej. Wstąpił jako subdiakon – z obowiązkiem odmawiania brewiarza, a bez praw i uprawnień i cierpliwie czekał, aż wybije godzina kapłaństwa. Jego koledzy kursowi już byli kapłanami, on nadal nowicjuszem i subdiakonem”. (wspomina ks. Cz. Kamiński, Przełożony Generalny Towarzystwa Chrystusowego).

Święcenia diakonatu otrzymuje kl. Berlik 6 maja 1934 roku w Gnieźnie z rąk bpa Laubitz, a prezbiterat 10 maja 1934 roku w Potulicach pod Bydgoszczą z rąk kard. Augusta Hlonda. Mszę świętą prymicyjną odprawił w dniu 13 maja 1934 roku w kościele parafialnym w Łeknie. Relacja ks. Ignacego Posadzy: „Byłem na jego prymicjach w kościele parafialnym w Łeknie. Od wielu tygodni nie spadła ani jedna kropla deszczu. Zbiory były zagrożone. Wówczas przed rozpoczęciem Mszy św. Ksiądz Neoprezbiter oznajmił ludziom, że w czasie tej swojej Mszy św. będzie prosił Boga o deszcz. Kilka godzin później spadł upragniony deszcz i to bardzo obfity”.

Był niezwykle oddany temu, co przyszło mu w życiu robić dla Boga, dla bliźniego i dla Kościoła. „Starał się o wyrobienie silnego i szlachetnego charakteru. Wyrobił sobie z czasem wyjątkową kulturę duchową. Okiem wiary patrzył na innych. Ta wiara pozwoliła mu ujrzeć w każdym człowieku duszę nieśmiertelną, stworzoną na obraz i podobieństwo Boże” (ks. I. Posadzy).

Bardzo lubił wspominać czas wyzwolenia ojczyzny z hitlerowskiej okupacji i swoje posługiwanie w jeszcze nie polskim Szczecinie. Przy końcu kwietnia prof. Zaręba (prezydent Szczecina) zwrócił się do biskupa poznańskiego Walentego Dymka z prośbą o księdza do posługiwania na ziemiach odzyskanych. Biskup zwrócił się do księdza Floriana o wytypowanie odpowiedniego kapłana. Kiedy wskazany kapłan odmówił, bo miał już dość wojny, ksiądz Florian podjął się tego trudnego zadania. Relacja ks. E. Szymanka: "i tak ks. Berlik pojechał. Do Szczecina, razem z kawalkadą prowadzoną przez kapitana Jaszkiewicza, przybył wieczorem 4 maja 45 roku. Pierwsze nabożeństwo odprawił w niedzielę, 6 maja, tylko dla ekipy urzędników - było ok. 250 osób. Było to w kaplicy przy dzisiejszej Bogurodzicy 3, gdzie obecnie znajduje się nowa część naszej plebanii. (…) Msza św. uroczysta odprawiła się w następną niedzielę, 13 maja w obecności wicewojewody Tomasa, natomiast wojewody Borkowicza nie było (Żyd). Po Mszy św. nastąpiło powitanie władz z ludźmi na wielkich błoniach Szczecina. Na balkonie 1 piętra był wojewoda, prezydent Zaręba i ks. Berlik. Każdy następny dzień był bogaty w zapał i radość, był pionierskim dniem pobytu Polaków w tym mieście”.

Jego życie było przesycone pracą którą kochał. W duchu wiary pracuje bezustannie nad uszlachetnieniem swego człowieczeństwa, oddany Towarzystwu Chrystusowemu podkreśla, że Kościół bez zakonników nie byłby pełnym Kościołem. Ze ślubów zakonnych najbardziej cenił ślub ubóstwa. W swoim życiu spotkał się z Ojcem Kolbe i papieżem Pawłem VI, a fascynowała go postać św. Pawła apostoła, żywił wyjątkowo głębokie nabożeństwo do Matki Najświętszej. ”Jego życie było życiem w cieniu. Nigdy się nie wysuwał" (ks. Kamiński). Oto co w swoich wspomnieniach o ks. Florianie pisze ks. E. Szymanek TChr: „Uważam za jedną z piękniejszych łask życia, że mogłem widzieć tego człowieka w jego chorobie i umieraniu. Pogoda ducha, spokój - a wszystko to płynęło z głębi wiary… Wiadomo, w szpitalu znalazł się w przeddzień zamachu na życie Ojca Świętego w dniu 13 maja 1981. Opowiadał potem, jakie to wrażenie wywołało na wszystkich pacjentach, jak wielu z nich ofiarowało swe życie w intencji Jana Pawła II. Nie miałem wątpliwości, że opowiadający o tym też należał do ich grona. I rzeczywiście, krótko przed śmiercią wyznał, że uczynił to wówczas, że oświadczył Bogu, iż jeśli jego ofiara byłaby Mu przyjemna, to pokornie ją składa za życie i zdrowie Papieża”.

Ksiądz Florian Berlik zmarł 15.10.1982 roku w Kiekrzu, a pogrzeb odbył się 19.10.1982 na cmentarzu w Poznaniu – Miłostowie.

"Kiedy długi i dostojny orszak sióstr zakonnych, kleryków i braci kapłanów oraz biskupów w tamten słoneczny dzień jesienny, 19 października 1982 r., poprzedzał trumnę niesioną na ramionach księży i alumnów, zdawaliśmy sobie sprawę, że odbywa się pogrzeb wyjątkowy. Bo wyjątkowa postać zmarłego. On stał w rzędzie ojców Towarzystwa: Kardynał August Hlond – założyciel, O. Ignacy – współzałożyciel i ks. Florian Berlik. Jaki tytuł mu dać? Właśnie ten: współtwórca ducha potulickiego, bo inne które nosił są niepełne: prefekt, ojciec duchowny, rektor, superior, profesor, a nawet przełożony generalny – wszystko to za mało” (ks. E. Szymanek). 


Za: lekno.y0.pl

odsłon: 9855 Do góry